Przeskocz do treści

2

Jednak webasto.

W nocy miało być minimum 9 stopni.
Ale jak powiedział nam dziś, po południu Ruppert, było 6.
Jeśli zostajemy jedną noc na kempingu i przyjeżdżamy wieczorem,
samochód i silnik są nagrzane i oddają w nocy ciepło. Podobnie jak podczas dnia świeci słońce.
Po kilku dniach postoju bez słońca, odczułem to zimno.
Dyzio mniej. Ale chodzi w sweterku, bo w ciągu dnia temparatura zmienia
o dobrych kilka stopni.

Poranne widoki za naszym oknem lubię nadal.
Widoki wnętrza, również.

Mieliśmy kłusować.
Złowić rybę w Lunzersee, albo u potoka. I upiec na ognisku nad potokiem.
To się szcęśliwie nie uda.
U potoka bym nawet nie wiedział jak złowić, choć je widzę.
Chyba w moskitierę.
A w Lunzersee z pożyczonej łódki, niezręcznie.
Jest absolutny zakaz dla otwartego ognia. Pomimo deszczy, jest sucho i są pożary lasów.
Cieszy mnie to. Przecież nie chciałbym tej ryby nawet wypatroszyć.
A haczyk wyjąć... A...wypuścić jednak.
Honorowe wyjście.

Tradycyjnie fotografia z kawą, nad jeziorem
i ostatnie zdjęcia Lunzeree. Tym razem.

Wczoraj zostaliśmy zaproszeni na dzisiaj na 15stą, na kawę i ciasto, do Suzanne i Ruperta.
Oczywiście za sprawą Dyzia.

Są na emeryturze od 7 lat.
To co zobaczyli, ze świata w tym czasie, jest co najmniej imponujące.
Ich syn, mieszkający w USA, zwiedził do tej pory więcej niż oni.
Z Misiem.
Z Turcji importowali, za majątek, chorego kota, którego znaleźli.
Ruppert chciałby jeszcze pojechać na Madagaskar i w parę innych miejsc.
Suzanne chciałaby już adoptować starego psa. Ruppert też.
Jeżdżą po świecie też z Misiem, który ma swój paszport i wszystkie stemple wjazdów i wyjazdów z kolejnych krajów. Są takie Misie.
Cieszyliśmy się razem naszymi fiksacjami.

Na załączonym zdjęciu Misio i wyposażenie Misia. Pochodzi z różnych krajów.
Sweterek w wełny z lamy, z Peru. Bo było zimno.
Ale to tylko na ten wyjazd nad Lunzsee. W domu Misio ma resztę koniecznej garderoby.

Trudno nam się było rozstać, po trzech godzinach naszej, u nich wizyty.
Oczywiście za sprawą Dyzia.

Wieczorem ma zacząć padać.
Jesteśmy uszczelnieni i sklarowani do jutrzejszego wyjazdu.

Nie mogę się powstrzymać od dodania jeszcze jednego zdjęcia Dyzia z wczorajszego szkolenia. Portret w skoku.

2

Noc zimna. Nad ranem 8 stopni.

Wyspaliśmy się tym razem długo. I dobrze, bo o 8mej było dopiero 11 stopni.
Podoba mi się takie podróżowanie.
Budzenie się nad potokiem albo z widokiem na Dachstein ma swoją jakość.
Możliwość pluskania się w potoku albo krystalicznym jeziorze o świcie, też.
Cały dzień "na powietrzu", jak mówią moi rodzice, nie robi nam źle.
Towarzystwo też jest dobre i nieuciążliwe.
Ceny za noc w Niemczech dorównywały prawie hotelowym.
W Lunz am See płacimy 1/3 tego co w Niemczech i korzystamy z najlepszej dla nas oferty.
Jeśli nie ma w planie zwiedzania miast, odwiedzania muzeów, etc...,
ta forma jest dobrym dla nas rozwiązaniem.
Korzystamy z natury. Dla Dyzia miasta też nie byłyby interesujące.

Rozważam instalację webasto. Jeśli temperatura w takiej podróży spadła by poniżej 5 stopni, marzli byśmy raczej w nocy a rano trudno by się było rozgrzać.

Jest jak obiecałem.

Zajmujemy się intensywnie nie robieniem niczego.
Albo robieniem boeuf strogonoff. Z Butterkornspitz.
Tym razem, nic nie wsiąkło w ziemię.

Szkolę Dyzia kawałkami wołowiny ze strogonoff'a.
Jest szczęśliwy.

Idziemy znów na spacer do Lunz am See.
Znajdujemy takie cudo.
To już wersja z panoramiczną szybą. Ktoś założył też te chromowane powieki, niestety. Zostały zresztą zabronione w Austrii dawno temu.

Państwo z Wielkiej Brytanii odjechali.
Widziałem jak przejeżdżali przez Lunz am See.
Idziemy z Dyziem do świetlicy uzupełnić blog i zrobić pranie.
Czekam już na zachód słońca, żeby iść spać.
Nad potokiem jesteśmy znów sami.
Jutro idziemy na pożegnalną kawę do Rupperta i jego żony.

Po przejechaniu ca 2500 km wróciliśmy do Lunz am See.
Duża pętla.
Ten kemping lubię najbardziej ze wszystkich poznanych.
Dyzio mości się do snu. W nocy będzie 9 stopni.

Śniadanie;
już zjedliśmy.
Ale już czekam na mój/nasz obiad.
Dyzio śpi do obiadu, ale na zapach gotowanego jedzenia budzi się; oczywiście.
Jajka mamy z kempingu, ale nie wiem czy zjemy je na obiad, czy na kolejne śniadanie.
Fotel reportera jest dla Dyzia. Mnie się nie przyda. Ja nie mogę się podnieść z tego dołka.

Tradycyjne już zdjęcia z łazienki.

Obiad o 12:15.
Bo wstajemy wcześnie i o siódmej jemy śniadanie.
Bigos. Liofilizoawany. Polska produkcja.
Oczywiście wylewam, w procesie, ćwierć bigosu na ziemię.
Zeskrobuję potem saperką i wrzucam do potoka; bo przecież za moment Dyzio zje resztki razem z ziemią.
Bigos jest pyszny.

Szkolę Dyzia mięsem z bigosu. Nie nadążam robić mu zdjęć.

Potem śpimy w wagonie do ...
Dobrze nam tutaj; razem.
Mamy dla siebie czas.

Ruppert.
To oddzielna historia.

Jak przed tygodniem przyjechaliśmy na ten kemping w Lunz am See,
zaparkowałem przy budynku recepcji, zastawiając jakąś furtkę w budynku.
Uprzejmy Pan poprosił, żebym na chwilę odjechał, bo musi tam wstawić kosiarkę, ale że potem mogę tam parkować. Polskie tablice na samochodzie widział. Naklejki też.
Zdziwiły mnie, jego spokój i uprzejmość. Uprzejmy ogrodnik.
Zainteresowała fizjonomia.
Jestem zwyczajny raczej pouczania i strofowania, po rozpoznaniu kraju naszego pochodzenia.

Wieczorem, przed tygodniem, spotkał nas w drodze nad potok.
Powiedział, że widzi nas, jak spacerujemy, od potoka w różne strony
i nie może się nacieszyć naszym widokiem. Dyzia wyściskał.
Mówił, że nie mają psa, bo przez pół roku podróżują samolotami;
Ameryka północna, południowa, Nowa Zelandia, Australia...

W dniu wyjazdu, przed tygodniem, poszliśmy za głosem kosiarki i szukaliśmy ogrodnika. Chcieliśmy się pożegnać. Ale to nie był ten Pan.

Wczoraj, po przyjeździe wieczorem, weszliśmy do świetlicy, żeby zaktualizować blog i zastaliśmy tego Pana w towarzystwie innych Dauerkemper. Zostaliśmy przedstawieni i powitani. Piszę w liczbie mnogiej, ale chodzi oczywiście o Dyzia.
Ruppert nie jest ogrodnikiem, tyko Dauerkamper.
Ucieszyłem się, że go ponownie spotkałem.

Dziś po południu, po po obiadowej drzemce, Dyzio zaciągnął mnie gdzieś; ponownie!
Diabeł Wcielony.
Do domku Rupperta mnie zaciągnął.
Mieszkają w tym domku razem z żoną, (Pani pochodzi ze Słowacji, od 51 lat w Austrii).
Zostaliśmy zaproszeni do domku i ugoszczeni.
Ruppert jest na emeryturze; ma 71 lat.
Jest specjalistą od budowy ciałopodobnych protez kończyn, stereowanych
bezpośrednio połączeniami nerwowymi z mózgiem.
Cieszy go, że mógł wykonywać pracę, która przynosi rzeczywistą pomoc.
Od Dyzia nie mógł się oderwać.
A my od nich, też nie.

To miejsce przyciąga spokojne raczej osoby.
Mam na myśli ten stosik kamieni z potoka, w drugim planie.

Poszliśmy na spacer do Lunz am See.
Sprawdzić jutrzejsze połączenia kolejowe.
Ale nie chce mi się stąd ruszać.

Zdjęcie domu;
" 1883 Schneidermeister Emmerich + Buben"
Porusza mnie to, że krawiecka firma nazywa się "...+ Chłopcy"
Też mam taką. Wyprodukowała jeden produkt.

Mam od rana sąsiadów nad potokiem. Z Wielkiej Brytanii.
Mają podobnie zabudowany samochód, jak my, tylko z większą kubaturą.
Rano chciałem robić pranie. Ale pralka jest od rana zajęta.
Ruppert uprzedził mnie, w imieniu właścicielki kempingu,
że Państwo z GB, są z niepełnosprawnym dzieckiem, które ma w nocy napady krzyku i spytał, czy to nie będzie dla mnie problemem.
Nie będzie.
Zajęta przez nich od rana pralka, też nie.
Państwo są młodzi, sympatyczni i urodziwi.
Ze zdyscyplinowanym psem. Owczarkiem australijskim.
Któremu wycierane są łapki, jak zmoczą się w naszym potoku.

Tutaj jest więcej rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi.

Zostaniemy tutaj do piątku rano.
Nie będzie o czym pisać. Chyba, że o bigosach.

2

Ostanie zdjęcie z okna naszego wagonu przed snem.
I pierwsze po przebudzeniu.
W nocy było zimno, ale radzimy sobie już z regulacją ciepła i wilgotności.

Jak tylko otworzyłem oko (jak mówi moja Mama), powitał mnie taki widok z za
moskitiery.

Dyzio o tej porze już aktywny.
Pieczywo i masło zabraliśmy z restauracji poprzedniego dnia.
Tak zwykle robię i cieszy nas to rano. Poza restauracjami i stacjami benzynowymi nie zrobiliśmy żadnych zakupów. Produkujemy minimalną ilość śmieci. Każdego dnia mieści się w woreczku na potrzeby Dyzia!

Pro memoria; naszych poranków.

Jesteśmy gotowi do wyjazdu, ale nie mogę się rozstać z tym jeziorem
bez kąpieli. Mówiono mi o ciepłych alpejskich jeziorach. Myślę, że polega to na tym, że temperatura powietrza jest większa niż wody.
W tym wypadku tak nie jest. Urwało mi dupę z zimna.

Ostatnie zdjęcie tej wody.
Za Hellstadt.
Jedziemy na wschód.
Właściciele kempingu byli dla nas bardzo serdeczni.
I tak nas pożegnali. Lubię ich dużo bardziej niż ich kemping.

Architektura.

GPS pokazywał 2h15min do celu.
Droga zajęła nam 4,5h. To się sprawdza, że potrzebujemy na podróż drugie tyle.
Bo muszę zbaczać.
Jedziemy tylko lokalnymi drogami i bardzo wolno.
A one oferują zboczenia. Do doliny jakiejś rzeki...

Po oględzinach mostu i oferowanego na nim rosnącego obiadu,
postanowiłem, po ostatnich doświadczeniach, że nie!

Ale Dyzio; ten Diabeł Wcielony, namówił mnie żeby jechać.
Ze zredukowaną skrzynią i zapiętym środkowym dyferencjałem.

Po 3 km dojechaliśmy do gospodarstwa.
Dalej, szczęśliwie nie było drogi.
Upolowaliśmy zdjęcie koguta i wróciliśmy, z zapiętym reduktorem, na główną drogę. Reduktor się przydał, a lusterka, tym razem, zamknęły się same (?!).

Jesteśmy w dolinie rzeki, korycie ze skał wapiennych.
Tej rzeki, którą przekroczyliśmy zgniłym mostem.
Woda krystaliczna i zielona. Może rudy miedzi. Nie ma ryb.
Są kajakarze. Rafting, nawet mnie, podobał by się w tym miejscu..
Jestem w trampkach. W Austrii nie można nosić trampek, tylko buty do chodzenia po górach.
Zszedłem na dół, do rzeki. Szczęśliwie bez Dyzia. Ten spał smacznie.
Wróciłem na górę w moich trampkach, ale na czworaka.

Dojeżdżamy do Lunz am See.
Ponownie w tej podróży; ale z przeciwnej strony.
Dokumentacja kawy na stacji jest obowiązkowa.
Dyziowi zimno.
Mnie też. Adrenalina spada.

Dojechaliśmy do "Naszego" kempingu nad Lunzsee.
Dyzio, poznał miejsce i już jest u siebie.

Ten numer 92, naszego miejsca nad potokiem, zabraliśmy z tego kempingu
niechcący, jadąc w stronę Stelvio.
Zadzwoniłem potem do właścicielki z przeprosinami.
Powiedziała, że nie ma problemu, mają ich pod dostatkiem.
Dziś było miło, wrócić z tym numerem i zająć to samo miejsce nad potokiem.

Organizacja obozu zajmuje nam już niewiele czasu.
Fotel reportera rozłożyłem po raz pierwszy. Dla Dyzia, chyba.
Suszenie ręczników na jeszcze gorącej masce J9 udaje się.
Idziemy spać. Nad potokiem.
Na śniadanie mamy zamówione dwie bułki. Masło mamy z ostatniej przełęczy.

Krowice,
to są.
Nie pamiętam czy widziałem w naturze kozice.
Kozy, tak. Biorę od nich mleko i ser. Z Adampola, niedaleko Nadkola.
Mają 7 ha łąki i siedzą na drzewach jedząc gałęzie, albo na dachu jedząc gazetę. Może dlatego tak mi ich produkt smakuje?!

Poznaliśmy polsko-włoską parę z Wohnwagen i uroczym pitbullem.
Amore mio!
Prawie ich wyrzucili z kampingu za grill.
Grozi 7000 EUR kary. Tu wszystko jest verboten.
Pinkeln und Kotzen auch. Ale o tym później...

W nocy i rano leje.
Mamy Mannerschnitten, wodę i Bukowskiego.

Rano leje.
Mamy z Dyziem różne zdania na temat medium jakim jest śpiwór.
Ja się gubię.
Wkładam nogi do kaptura, potem nie znajduję zamka itd.
Dyzio od razu mości mi się w nogach. Znaczy w kapturze.
Przegapił przez to poranny Apfelstrudel, kupiony jeszcze nad Riegsee.
Bardziej Apfel, niż Strudel. Pyszny.

Pro memoria, tych chwil z zaspanym Dyziem.

Warunki reportera.

Zdjęcie załączam, ponieważ zapomniałem monety do prysznica z recepcji.
Dziś rano kąpałem się w jeziorze.
Wstyd powiedzieć, wypłukałem też szufladę z rozlanym dodatkiem do paliwa,
która była przyczyną moich wczorajszych zmartwień.

Kamping należy do Lorenzo.
Lorenzo jest grubym, łysym Włochem, z kitką i rogowymi okularkami.
Jest ulepiony ze starego twarogu. Poczułem antypatię. Stała (!) do niego kolejka. Usiadłem w fotelu i poprosiłem o zimny drink.
On też poczuł antypatię.
Ponieważ zarezerwowałem miejsce na Wohnwagen a jestem PKW, trzymał mnie w recepcji trzy kwadranse, narzekając.
Włoska świnia sprawdzała mnie dokładnie w internecie przez te trzy kwadranse.
Miałem czas a Dyzio się chłodził, na kamiennej posadzce.
Potem przyszedł na kolana i dał mi buziaka,
a Lorenzo dał mi najlepsze miejsce na swoim kempingu.
Polubiliśmy się.

Kemping jest nie w moim guście. Wszystko tutaj jest piękne.
Nawet wypchany zając w recepcji, stojący na dwóch łapkach.
Brama i Tamara Łępicka.
Są bardzo mili sąsiedzi ale też szlachetne towarzystwo z Wiednia.
Herr Buergermeister von Pinkelburg i Herr Hofraat von Kotzstein, z żonami.
Piją do upadłego, prowadząc inteligentne dyskusje.
Ich muss pinkeln gehen und ist mir ein wenig zum kotzen.

A tego Steyera żal. Chciałbym go mieć
Takie, w idealnym stanie pracują w Lunz am See.

Na noc nasza markiza została zwinięta i przyczepiona magnesami do ramy.
Szedł szturm.

Zostawiliśmy ją na żywopłocie, żeby dalej mokła, albo się suszyła
i musieliśmy jechać.
W lewo...
Gdzieś za Obertraun.

Czyli do Aussee.
Przez kolejną przełęcz.
Kopenpass.
Gdzieś tam jest Dachstein.

Aussee to Kur-Ort.
Nie robię zdjęć, bo nie ma gdzie zaparkować.

Wracamy.
Ale zbaczamy na obiad.
Nad potok.
Traun. Alles klar?
Strozzaparetti mit feinem Reh-Ragu und heimishcen Eierschwammeln mit Parmezan.
Nawet mi nie jest przykro.
Cały czas myślę czy Dyzio się nie przytruł.
Ale gdzie tam. Ragu go budzi do nad aktywności.

Dyzio nad Traun i struktury.
Jesteśmy w Steiermark, Salzkammergut.

W Traun pływają kajakarze ekstremalni.
Niektórzy przyjeżdżają pociągiem.
Który staje na przejeździe, żeby ich zabrać albo wysadzić.
Gdzieś na końcu pociągu biegnie pan z kajakiem na głowie, żeby nie blokować przejazdu.

Blick auf Obertraun.
Und mir fahren dann zuruck Ham.

Co nam się nie udaje.
Ron Goodwin & Co. każą na m ponownie zboczyć.
Z drogi.

Trafiamy na miejsce przyjazne dla psów.

Kolejka na Dachstein.

Na drugim zdjęciu wagoniki się minęły.
Zdrajca jedzie w tym z bombą...

Nie chcę zabierać Dyzia na górę.
Jesteśmy przygotowani, ale to może za długo i zimno trwać.
Nie mam lęku wysokości ale boję się mojej klaustrofobii.
W towarzystwie grupy Japończyków.
Wjedziemy tam J9.

Nur ein Scherz.
Wracamy na kemping. Korzystam ze słońca. Suszę klamoty a Dyzio odpoczywa.
Klarujemy wóz na noc, przygotowany na burze i deszcze...

Eh. Piszę na tarasie restauracji kempingu.
Dyzio śpi obok, w kabaciku, otulony kocykiem.
Właśnie przyszła żona Lorezo.
Włożyła mi dwie poduszki pod dupę i otuliła kocem.
Podwójnie.
Wzruszyłem się.
Kiedyś mogłaby być piękną Włoszką; ale nie była.

Lubię te wszystkie włoskie świnie.

Dyzio już gotowy do kolejnych akcji.

Zostawiliśmy klar i idziemy do restauracji Lorenzo,
która dziś już nie jest taka okropna jak wczoraj.
Wieder eine Ehrafahrung...

Wg opisu: Kemping nad idyllicznym jeziorem.
Zgadza się, tyle, że podobnie jak na Stelvio i Słowacji.
Dramatycznie ciasno, gęsto, etc...
Bynajmniej nie idyllicznie dla nas, chociaż mamy miejsce 3m od jeziora.
Nie chcę zawieść obserwatorów podróży Dyzia, ale maszyna się wyłącza.

Toaleta.
Załączam tez zdjęcia pro memoria różnych warunków tych czynności.
Ostanie zdjęcia, tankowanie naszej alpejskiej wody z nad Reschensee,
do naszej czarodziejskiej podróżnej butelki i włączenie chłodzenia.
Uciekamy z tego miejsca.

Podła stacja. Podła kawa. Podła pogoda.
Koło Salzburga.
Nawet nie zatankowałem.

Szukałem potem stacji benzynowej w pampie.
Odkryłem na stacji, że przyjemny zapach w samochodzie nie jest ze spalonego na przełęczy sprzęgła, ani z waniliowego zapachu, który kupiłem na stacji.
Pochodził z dodatku do paliwa, który dostałem w Słowacji od Martina.
Wylał się pod siedzeniem Dyzia. Szczęśliwie dziś siedział na górze podczas podróży.
Nie otruł się. Ponownie się chłodzi.

4

...
Chcemy przejechać przez Stelvio Pass.
Ale nudzi mi się już na serpentynach i chcę zobaczyć naszą drogę z góry. Wjeżdżam na boczną drogę do jakiejś wsi. I to się udaje.

Założyłem sobie pętlę na szyję.

GPS prowadzi nas na główną drogę, trawersem niżej, niż tą którą wjechaliśmy. Zapowiada się obiecująco dla manie i J9.
Ale po 200 m miękkiej drogi gruntowej mam z prawej przepaść a z lewej skałę. MR2 by nie przejechała a jest wąsko. Boję się o prawe koła. Prawe lusterko zamyka się samo o skałę. Mogłem je zamknąć, nikt za nami nie jechał i nie wyprzedzał. Naprawdę. Mam przed sobą jeszcze 1700 m tej drogi i dalej nie jest lepiej. Na końcówce zamykam oczy i jadę.
Porysowałem lakier na plastiku nadkola.
Tania nauka. Zaliczam do kosztów eksploatacyjnych, podobnie jak wspomnianą wcześniej, kratkę wentylacyjną.
Ograniczyło to moje zaufanie do GPS. A jazda w teren jest cały czas podobna do jazdy samochodem z początku XXw. Najpierw idzie człowiek z chorągiewką, bada, ostrzega. Potem jedzie samochód.
Przypadek ten, szczęśliwie również ostudził moje chęci zbaczania z drogi na Stelvio Pass. To jest poza tym niemożliwe. Wszystkie boczne drogi są starannie zamknięte.
Więcej zdjęć nie ma. Pozostały emocje.
Grzegorza K. ucieszy ten wpis.

Rogatki graniczne w Stelvio Pass.
Dobudowane bunkry na starej substancji. Strzelnice w betonowych i stalowych ścianach są skierowane w stronę Austrii.

Odpoczywamy chwilę po serpentynach.
Mijanie samochodów i motocyklistów na agrafkach jest niełatwe.
Wyprzedzanie rowerzystów jeszcze trudniejsze. Jednych i drugich są setki.
Już o tej porze.
Wiele osób na rowerach jest starszych ode mnie. Spotykamy dwóch Polaków.
Przyjechali tutaj ze Skandynawii. Spali mało.
Potem, przy zjeździe, nas wyprzedzili...

Jedziemy do tego czarnego punkcika.

Autobus. Miejski. Zgubił się.
Pan palił papierosa, prowadził jedną ręką, rozmawiał przez telefon i był uśmiechnięty od ucha do ucha.
Ja trzymam kurczowo kierownicę. Puszczam na zmianę biegów 1, 2 i jestem pewnie kurczowo uśmiechnięty.

Do punkcika jeszcze parę zakrętów.

Punkcik.

Struktura.

Ale to podobnie jak w Słowacji.
Pięknie, jak nas tutaj nie ma.
Kiedyś to była droga przez góry. Teraz to jest atrakcja turystyczna.

Setki BMW GS 1200.

Pętla autobusów miejskich.
Bez komentarza.

Kierunek przejazdu był właściwy.
Zjazd jest bardziej przyjazny i oferuje szersze perspektywy.
I nieruchomości.

Odpoczynek w trakcie zjazdu.
Dyzio zaprzyjaźnia się z lodowcem i potokiem.
Niestrudzony on jest.

Krowa. Z dzwonkiem. Na serpentynie.
Nie próbujemy nawiązywać relacji międzygatunkowych.

Tam, na dole, chciałbym kawę.

Dostaję kawę na stacji benzynowej.
Kosztuje 2 Franki (!)
Wyjechaliśmy z Austrii do Włoch a teraz jesteśmy w Szwajcarii.
Nie, żebym to zaplanował.
Chciałem jakoś inaczej wrócić...
Ale to też się nie udaje. Pani na stacji benzynowej, mówi, że wrócimy ponownie przez Nauders, albo możemy zawrócić.
Dziś już nie zawracam do przełęczy.

Mieliśmy nocować w innym miejscu, ale w planie miały być jeziora.
Dojechaliśmy nad Achsensee.
9 godzin w podróży. Obaj jesteśmy zmęczeni.

2

W porównaniu z Bawarczykami, Tyrolczycy wypadają bardzo przyjaźnie.
Może to kwestia zawodowa. W tej miejscowości nie ma ani jednego domu.
Tylko pensjonaty i małe hotele.

Przez tę miejscowość przejeżdża 1000 motocykli dziennie. Albo więcej.
Z wielu krajów.
Połowa z nich to BMW GS1200.

Dyzio próbował w kawiarni ułożyć się do snu.
Zasnął chwilę później w pokoju. Jak kamyczek.
To był długi dzień.

Obiecałem zdjęcie Extrawurstsemmel kupionej wczoraj w Ga-Pa, która była przyczyną ambarasu z kratką wentylacyjną.

Urząd gminy, stanu cywilnego i meldunkowy. Hm...

Relacje międzygatunkowe.
Dyzio zjadłby tę klacz z kopytami. Ale podobnie zareagował półtora roku temu na klacz Fabriano w Monte Carlo. A potem się zakochał.

Struktury.

Jak piszę, że Austria jest bajkowa, to myślę, że jest bajkowa.

Shciessstand (strzelnica?) arcyksięcia Rudolfa.
Lubię tę architekturę, dobudówki i działkę.

Most nad strumieniem się wali.
Ale musimy pod nim przejść. Po drugiej stronie, warsztat naprawczy mostu.
Stoi tutaj już długo, Też dobra, bezpretensjonalna architektura.

Jesteśmy na względnie dużej wysokość, ale ponownie jest gorąco.
Dyzio woli chłód betonu niż moszczenie się w kocyku.

2

Przeszło tydzień temu wyjechaliśmy z Niżnej we wschodnie Tatry.
Dojechaliśmy przez nieuwagę nad Riegsee.
Bawarczycy nie przekonywali mnie, że kałamarnica pochodzi z ich jeziora.

O wschodzie zatankowałem alpejską wodę do naszego kanistra, która podobno jest lepsza niż każda mineralna i zrobiłem zdjęcia jeziora. Dyzio spał!

Wróciłem po 10 minutach.
Już był spłakany i widocznie stając na drzwiach kierowcy zamknął od środka samochód, z kluczem w stacyjce.

Mam przymocowany do ramy podwozia szczelny pojemnik z zapasowym kluczem.
Nie był potrzebny. Drzwi pasażera się nie zamknęły.
Zjedliśmy na śniadanie bułkę zabraną z Lunz am See. Zrobiliśmy, decyzją Dyzia, krótki spacer na łąki i gotujemy się do wyjazdu.

Wszędzie spotykamy klasyki. Ten należy do naszego sąsiada. Starszego, bardzo sympatycznego pana, który oferował nam wszystko czego byśmy na kempingu potrzebowali. Jak do tej pory radzimy sobie.

Wczoraj w bibliotece przy saunie, wymieniłem kupione w Stockerau 3 CD's; Boba Marleya i Ninę Simone, na trzy książki. Z dużą przyjemnością.
Znalazłem zagubione w samochodzie Mannerschnitten. Zjadłem na deser po śniadaniu.

Nasza poranna toaleta zwykle podobnie wygląda.
Dyzio raczej zadowolony moją obecnością.
Jedziemy w stronę Garmisch-Partenkirchen.

Chciałem odwiedzić z Dyziem GAPA.
Ale po tym śniadaniu, chciałem też zapewnić nam następne, większej jakości.
Extrawurstsemmel! To nie miał być blog kulinarny, ale znawcy wiedzą o jakim klasycznym smakołyku piszę.
Odwiedziny w GAPA miały być dedykowane Gapie. Brakuje mi jej.
Wcześniej myślałem, brak jest stanem niepożądanym. Zmieniłem zdanie.
Kupiłem tę ekskluzywną potrawę gdzieś po drodze u rzeźnika, ale jak lokowałem ją w naszej lodówce z tyłu samochodu, Dyzio wyskoczył ze swojego miejsca na parking. Za potrawą.
Zapinam go zawsze. Do achterpiku. Wyrwał kratkę wentylacyjną w samochodzie.
Pożyteczne doświadczenie, na pustym parkingu. Kratkę wymienię, Dyzia nie.
Muszę go zapinać do trwałych elementów. Na zdjęciu widać nowe mocowanie.

P.S. Rzeźnik był właśnie w Garmisch-Partenkirchen, ale tego nie zauważyłem i pojechałem dalej...

Kawa. Klasyki. Detale. Dyzio. Śmietniki przy drodze.

Jedziemy w stronę Zugspitz. I dojeżdżamy.

Na Fernpass zastajemy korek. Bez ruchu.
Ale odkrywamy możliwość drzemki z nową książką, bez składania siedzeń.
Wyborne.

Przed korkiem nas to nie chroni.
Tunele są remontowane. Przynajmniej czekamy razem z Charlsem Bukowskim.
Miałem o tym nie pisać...
Ale staliśmy potem jeszcze raz w drugą stronę, bo przegapiłem zjazd.
Ale tyko kwadrans.
Tunele są już nie dla mnie. Ostatni miał ok 12km. Kręci mi się w głowie i zasypiam.

Wyżej tęsknimy za staniem w korku. Pogoda nas nie oszczędza.

Kawa w Nauders.
Nie chcę dziś organizować noclegu w deszczu.
Ta podróż, którą GPS organizuje w dwie godziny, zajęła nam blisko sześć.
Widzę Pensjon Tirol (z czerwonym dachem) z żółtą tabliczką ZIMMER FREI.

Ponieważ na odcinku 300m udało mi się trzy razy zabłądzić jadąc do Pensjon Tirol i zaparkować na jakimś prywatnym gruncie, będziemy nocowali gdzie indziej. Ale niedaleko.
W międzyczasie znów świeci pełne słońce, ale nie jestem rozczarowany brakiem noclegu na kempingu do którego nie dojechaliśmy.

Dyzio oswoił nowy lokal.
Ja oswoiłem widoki z naszego kolejnego tarasu.
Odpoczniemy parę dni w tych, niegodnych naszej wyprawy warunkach, i zobaczymy co dalej.

2

Mieliśmy pojechać nad Staffelsee.
Ale jesteśmy nad Riegsee. Oczywiście.
W drodze spotkaliśmy gawrona(?). Nie bał się nas, ale jechać z nami nie chciał.
Parking z toyką wydawał się być przeznaczony do noclegu, ale Państwo z Wohnmobil, powiedzieli, że nie!

Pojechaliśmy dalej na Apfelkuchen nad Riegsee.
Nie ryzykowałem już Apfelstrudel. Nie chcę już mięsa po Weisswurst.
Zostaniemy tutaj.

Pada.
Musimy się na przemian, wietrzyć i uszczelniać.
Ładować baterie komputera też szczelnie.

Widok z naszego tarasu i na nasz taras.

Takie mamy miejsce pracy.
Nie chciałbym zawieść zainteresowanych przygodami Dyzia.

Jesteśmy w mieście. Tutaj przebywają Dauerkemper.
Jesteśmy wyjątkiem. Często.

Mój Kochany Terier. Choć nie mój.

Dauerkemper.
Stoją tutaj od zawsze i mieszkają.
GAP. Garmisch-Partenkirchen.

Głodny byłem. W karcie kantyny było Kaesekuchen.
Zapomniałem, że jestem w Niemczech. To nie jest Kaese tylko Topfen.
Chciałem kisz z serem.
Zresztą Niemcy z prowincji udają, że nie rozumieją i mają chęć na nauczenie mnie niemieckiego.

Dyzio ulokowany w nowym noclegu.

Pada. Próbujemy się uszczelniać na noc. Folia się jeszcze nie przydała do ryby. W nocy nieco szeleściła, ale i tak spaliśmy.

Wieczorem zamówiłem w kantynie Weisswurst. Musiałem. Jestem w Bawarii.
Wyglądam już w pasie też jak Bawarczyk...

Zabrałem z Lunz am See książkę z kempingu. Nieużywaną.
Wiem teraz dlaczego nie była czytana. Ale na sen jest świetna.

Wschód nad Chiemsee.

Namawiam zaspanego Dyzia na siusiu i spacer.
Udaje się i wszystko jest pachnące i ciekawe, nawet w tej porze.

Szybkie śniadanie, ostatnie zdjęcie jeziora i odjazd.

6

... nuda.
Dobrze spałem, ale głód mnie obudził i musiałem pójść do lodówki
po batonik milki. Niebo gwiaździste bardzo i świetliki fruwają.
Nieba się nie da sfotografować ale mnie tak.
Dyzio śpi snem sprawiedliwego.

Świt nas obudził i głód ponowny.
Dyzio gotowy do akcji. Ostatnia kąpiel w potoku i w łazience w tym przyjaznym miejscu.
Akumulator nieco rozładowany, widać na wskaźnikach.

Pierwsza kawa, na stacji benzynowej, gdzieś na zachód od Lunz am See. Skromna.

Druga mniej skromna, w Mondsee. Dyzio chciałby awantury albo przyjaźni ze wszechobecnymi psami szwajcarskimi.

Jesteśmy nad jeziorem. Zbiera się na burzę, ale cały czas temperatura wysoka.

Amadeus...
Chciałem nakarmić Dyzia Mozartkugelln, ale po tym jak nawigacja i drgowskazy
zaprowadziły nas po raz trzeci gdzieś w dupę, postanowiłem opuścić Salzburg.
Kupię mu na stacji benzynowej przy następnym tankowaniu.
Poza tym, to się udało. W Salzburgu znalazła nas burza.
A mnie się chciało siusiu. Sikałem w Berufsschule Salzburg. Przeżycie.
Dyzio niewzruszony.

Nawigacja poprowadziła nas przez przedmieścia. Wjechaliśmy na autostradę na zachód, już za niemieckimi rogatkami granicznymi. I dobrze.
Lexi mówiła, że trzeba czekać na granicy, jadąc przez deutsces Dreieck i każde auto jest kontrolowane.
Na autostradzie korki i kolejne uzasadnienia dla grafiki znaków drogowych.
Zobaczymy jakie są w Niemczech...
Dwa razy próbowałem kupić Lancię Fulvię I. Dobrze, że nie wyszło.

Pierwszy widok Bawarskiego Morza.

I naszego kempingu.

To jest piękny projekt, ale byśmy się w tym nie wyspali.
I nie dojechali...

2

Raczej wszyscy wiedzą, że jest gorąco.
Mój Tata zwykł pięknie mawiać o takiej pogodzie: "Piekło i szatani".
Podczas jazdy, najtrudniejsze było utrzymanie dla nas obu takiego klimatu w samochodzie, żebyśmy się nie upiekli i nie przeziębili jednocześnie.
Obecnie sztuką jest przeżycie dnia we względnym komforcie. Z dużą uwagą na niewielką masę Dyzia.
Ale to się dobrze udaje od rana.

Do południa kąpiemy się w potoku i w łazience, jemy bułki z masłem i marmoladą, etc...
A potem siedzimy w chłodnej świetlicy, popijając Roemerquelle z lodówki i cappucino z automatu, czekając na wieczorne ochłodzenie.

O dziewiętnastej spacer do jeziora, lepiej powiedziawszy do restauracji nad jeziorem. A jeszcze lepiej, to mój spacer, bo Dyzio maszeruje w plecaku.

Wczoraj Dyzio był nieznośny, pewnie z powodu moich sardynek na kolację i rozczarowania brakiem własnego połowu. Dziś zasnął spokojnie przy stole, bo zamówiłem hausgemachte Krauterspaetzle mit Scwammerln und frischen Parmesan in Rahmsauce.

Do czasu, aż nie poczuł i zauważył Retriwera pod sąsiednim stolikiem, któremu zrobił awanturę. Potem już był nieznośny. Cieszy mnie jego dobra forma!

W drodze powrotnej na kemping chłodził się jeszcze nad jeziorem.

Drogę powrotną zna na pamięć i ciągnie na swoją kolację.

Przy wjeździe do naszego kempingu jest taki znak. Nie wiem kto na świecie ma jeszcze znaki z taką grafiką? Indie? Wielka Brytania?

Może ma to w tym miejscu swoje uzasadnienie.
To nie jest zjazd ciągników oldtimerów.
To Pan rolnik wraca do domu traktorem starszym niż ja.

A na kempingowym parkingu stoi zaparkowany taki egzemplarz.
Stan idealny. Wewnątrz też. Podobny stylistycznie temat do Misubishi Pajero, które oglądałem z Michałem dwa miesiące temu za Kielcami.
W tylnych drzwiach ma klamkę od wewnątrz; chromowaną.
Tego nam w J9 brakuje. Wychodzę rano drzwiami pasażera.

Ta podróż nie będzie tańsza niż poprzednia. Wszystkie pieniądze zaoszczędzone na noclegach wydaję na "odpowiednie" jedzenie. Wieczorem. Po tygodniu, będę wyglądał jak mój "Busenfreund" B!
Niemniej w takiej aurze, wolę takie proporcje wydatków i przebywanie na dworze przez większość jednak czasu, pomimo temperatur. Mniej wolę konsekwencje.
Dyzio jest z pewnością w lepszej formie niż ja.

Ponieważ to nie jest blog kulinarny o kuchni Austriackiej, jutro nie będzie już raczej o czym pisać.
Chyba, że o awanturach Dyzia w restauracji nad jeziorem.

Wieczór był już chłodny. Spałem źle i nad ranem ponownie.
Dyzio oczywiście bez problemów. Dziś śpimy dodatkowo w spiworze.
W nocy jest 15 stopni.

Tutaj usmażymy naszą rybę.

Kiedyś chciałem Maggiolinę do Landrovera, ale wolę aktualne ekstremalne rozwiązanie.

Po zastosowaniu wszystkich patentów samochód pozostaje w środku chłodny,
pomimo tego, że do popołudnia stał w słońcu. Srebrny samochód, dobry samochód. Jesteśmy na wysokości 540 m.n.p.m.

Zostajemy tutaj na resztę wakacji.

Strumień, jezioro, chłód.
Wszyscy zostawiają otwarte namioty i samochody, komórki i notbooki ładują się
zgodnie w chłodnej świetlicy, gdzie siedzę z Dyziem w największy upał, chociaż tabliczka głosi, że psy zostają na zewnątrz. Dla właścicieli, którzy prowadzą ten kemping od 41 lat Dyzio też nie jest psem. Zamawia się bułeczki do kuchni na śniadanie a wszystko co kosztuje dodatkowo bierze się samemu z lodówek i szafek a pieniądze wrzuca do skarbonki.
Pytałem jakąś Panią, która też mieszka na kempingu o pralkę i proszek. Pranie kosztuje 1 Euro (taniej niż w domu) a Pani przyniosła mi swój płyn do prania.
Pięknie opisany.

Po co mi jakieś nocowania na dziko i niepotrzebny stres.

Dzisiaj Dyzio pozwolił się nosić nad jezioro.

A nawet po nim wozić. Przygotowujemy się do kłusowania...

Troszkę prowadził sam.

A na kolację były sardynki z grila.
W restauracji ekskluzywnej restauracji obok wypożyczalni łodek nad jeziorem.
Zostaję.

1

Tankowanie i kawa gdzieś w okolicach Tulln.
Kierujemy się na zachód a nie na południe.

Na autostradzie jedziemy z prędkością nie większą niż 120 km/h, na drogach lokalnych maksymalnie 80 km/h oglądając krajobrazy.
Austria jest jednak bajkowa, ale nie zatrzymuję się żeby robić pocztówki, bo nigdzie nie dojedziemy.
Następna kawa z dodatkiem już w Gaming, Mariazell.

Jesteśmy na Campingu nad strumieniem wpadającym do Lunzersee.
3 metry od strumienia. Dyzio jak zawsze nie jest zaskoczony nową sytuacją.

Wybraliśmy się nad jezioro na zupę rybną.
Może jutro ugotujemy własną...
Jestem przekonany, że Dyzio marzy o łowieniu ryb z łódki!

Dziś też będziemy oglądać gwiazdy nad strumieniem.

Dyzio po spacerze i kolacji już gotowy do spania na nowym materacu.

Ale jego fani czekają pewnie na relację. Nie można ich zawieść...

1

Dzyio czeka pod platanem na Matjasa, na dworcu w Stockerau.

Byłem zawsze zachwycony tym, że Austriacy nie zniszczyli takich pomników i nie usunęli Rosjanina ze złotą czarną ze Shwarzenbergplatz. Okazuje się, że reguluje to umowa z 1955 roku zawarta z czterema okupantami...

Barbares w Lucas

Dyzio wzruszył mnie do łez.
Zaciągnął mnie na spacer do domku na Mozartgasse, gdzie mieszkaliśmy w Stockerau w zeszłym roku w naszej Mille Miglia tour,
stanął przed furtą i czekał żeby wejść. To kilka ulic dalej od miejsca gdzie jesteśmy i parę zakrętów. Sam się czasem gubiłem. Jestem zdziwiony, że on pamięta.

Drzemka po śniadaniu, przed odjazdem.

...przed wyjazdem. Czyli jak straciłem złotego rolexa i luksusową kamerę oraz pogrzebałem szanse na dozgonną przyjaźń.

Ale wracając do bekonu i jajek w kuchni.
Myliłem się. To była narodowa litewska potrawa. Nazywa się "25 kiełbas zwyczajnych usmażonych na patelni". Niestety mistrz Ulrich nie spisał się do kolacji i po zjedzeniu kiełbas rekonstrukcja bitwy trwała zgodnie z prawdą historyczną, tylko o późniejszej porze. Położyliśmy się z książką. Koło północy któreś z dzieci dostało lanie i wrzeszczało tak, że w Tatrach zeszły lawiny. Potem tłukli się jeszcze, nie wiem do której, jak Witold po piekle. Zasnąłem może jak świtało.
Marzenie!
Niemniej o 5:30 słońce wschodzące do otwartego samochodu - bezcenne. Dyzio bez zdziwienia przyjmuje wszystko co dla mnie jest nowe albo dawno zapomniane.

Ale udało nam się zdrzemnąć jeszcze godzinę, czy półtorej.
Potem prysznic, spakowaliśmy się w pół godziny i uciekliśmy;
z zamiarem dojechania do Nitra, obejrzenia jeziora i potem dalej noclegu na dziko, gdzieś koło Svatej Jury. Droga na wysokości ok 1000m jest komfortowa. Temperatura około 26 stopni Celsiusza. Widoki też atrakcyjne. Jedziemy bardzo powoli.

Ale po zjechaniu na niziny termometr przy autostradzie pokazał 36 stopni i tyle pewnie było. Dyzio siedzi w nogach pasażera, ma tam delikatną klimatyzację, matę chłodzącą, zimną butelkę Evian i ma się świetnie. Ja, prowadząc, mniej. Mnóstwo pracy i uwagi w czasie jazdy zabiera takie ustawienie klimatyzacji z otwarciem okien, żebyśmy się nie przeziębili i nie usmażyli. Dla każdego z nas muszę stworzyć inne, możliwie komfortowe warunki z pierwszeństwem Dyzia, z oczywistych względów. Powoli dochodzę do wprawy.
W krótkich postojach Dyzio nawet nie zdąży się nagrzać. Ale pozostanie na nizinach i bez dostępu do wody nie ma sensu. Minilodówka jest potrzebna i działa.

Zatrzymaliśmy się dwa razy na kawę i potem przed Nitra, żeby sprawdzić trasę.

Przy sprawdzeniu trasy na parkingu (bez wysiadania z samochody) okazuje się, że słowackie autostrady są płatne. Nie mamy winiety.
Na tym samym parkingu podchodzi do drzwi samochodu gruby, obleśny cygan.
"O! Pan z Polski, to świetnie bo ja też. Czy ta droga prowadzi na Wiedeń?
Ile kilometrów do Bratysławy?" Pytania z dupy! "Pan się nie gniewa!? My som bracia, prawda?"

Przestraszyłem się. Poszedł.

Spojrzałem w lusterko. Zobaczyłem zaparkowaną kilkanaście metrów za mną, starą, srebrną mazdę. Wyprzedziłem ją jakieś 50 km wcześniej, dziwiąc się,
że ktoś jedzie wolniej od nas. Potem pojawiała mi się w lusterku.

Za 30 sekund wrócił i zaczął mi, w szparę w uchylonej szybie drzwi, wciskać czarne tekturowe pudełko. "Bracie mój, to prezent dla ciebie, za darmo"
Podziękowałem i powiedziałem, że jeśli mu się uda przecisnąć pudełko przez szparę, wyrzucę je przed wyjazdem z parkingu. Szyby już nie mogłem domknąć przez to pudełko. Naprawdę go nie chciałem; nie wyglądało na nowe...
"Bracie, weź, nie gniewaj się!?"

Poszedł. Wrócił za 30 sekund z nowym nie używanym białym pudełkiem.
"Bracie, kamera samochodowa z gps dla ciebie!"
Zdążyłem zasunąć szybę zanim zaczął wciskać pudełko. Odjechaliśmy. Pojechali za nami. Przeszła mi chęć na oglądanie jezior koło Nitra i na dziki nocleg koło Svaty Jur, też. Zatęskniłem za Austrią. Zgubili się gdzieś przed Bratysławą.
Żałuje teraz. Kamerą byśmy nagrywali podróż i innych cyganów. Ze złotym rolexem, nawet używanym (musiał być w czarnym pudełku), nikt by mnie nie wyrzucił z Dyziem z nic nie serwującej restauracji, albo wiejskiego sklepu.

Następnego dnia, czyli dziś, miałem pojechać na kemping nad Dunajem w Wiedniu
i spotkać się ze Stellą i z Maćkiem. Teraz chciałem dojechać nad Neusiedlerrsee do Rust i tam odpocząć, a przede wszystkim, opuścić Słowację i nie zapłacić pokuty za brak winiety. Niemalejący upał ponownie zweryfikował plany. Stanąłem na stacji i zadzwoniłem do Petera. Nie odebrał.

Te dwa podobne zdjęcia są z całkiem różnych miejsc.

Kemping w Rust jest tak samo zły w tę pogodę jak nad Dunajem.
Poza tym zapragnąłem poczuć się bezpiecznie. Pojechaliśmy w stronę Stockerau.
Mieliśmy się spotkać z Lexi, Pterem, Forentinem i Ferdinandem w Bolonii, ale zmieniłem zdanie. A jeśli ich nie zastanę, zanocuję na Mozartgasse za Sportplatz w samochodzie. Takie dzikie nocowanie mogę w tym momencie lubić.
Peter oddzwonił jak parkowałem samochód przed Gathaus Lucas.

Pierwsze zdjęcie jest ostatniej stacji na Słowacji a drugie z Lucasa.
Dyzio dojechał komfortowo do Lucasa w swojej chłodnej loży.

To była dobra decyzja.
Nocowaliśmy ultrakomfortowo w ultrachłodnej piwnicy domu na Josef Strauss Promenade. Na naszej kołdrze i matce do Yogi. Bez dmuchanego materaca. Na tej gumie nie da się spać. Dyzio je na chodniku przed domem, zrobionym ze starych kafli zerwanych z przedsionka naszego strychu w Moedling, jakieś ćwierć wieku temu...

Materac zamieniałem z Paterem na deskę do kajtu!

Żartowałem.
Ale materac pojedzie na Sardynię. Tam się przyda.

Nie będzie chronologicznie.
Właśnie wyprosili nas z restauracji na kempingu, która nic nie serwuje, bo Dzyio. Wcześniej ze sklepu.

Osiem godzin temu wyjechaliśmy z Niżnej. Jakbym już tydzień był w drodze.
Mam opryszczkę na wardze na twarzy a drugą też, gzie indziej.
Koła Toyoty były przykręcone na stałe. Mechanicy naprawiający tiry ledwo je odkręcili.
Jeziora byłyby piękne, gdyby nie ludzie, parkomaty, motocykle i my.
Jedynym interesującym miejscem była dolina Białego Potoku koło Zuberca.
Dyzio się wykąpał, napił mułu i zjadł kamienie i do tej pory żyje.
Kamping był niezły i nasze jedzenie również (bo od rana nic nie jadłem).
Niemniej już nie jest. Przyjechali Litwini z dziećmi dwoma samochodami.
Zaparkowali metr od nas. Dzieci biegają z mieczami. Nie zwrócę uwagi, bo to może bitwa pod Grunwaldem.
Ponieważ wyrzucili nas z restauracji, piszę w kuchni z Dyziem na kolanach, a na moich plecach, ktoś smaży jaja na boczku.
Dobranoc.

Witamy w obszernym przewodniku technicznym dedykowanym platformie https://spinoloco.net.pl/, znanej jako Spinoloco. Jako ekspert iGaming, dostarczam szczegółowej analizy tej witryny, skupiając się na praktycznych aspektach, od rejestracji po zaawansowane strategie. Spinoloco oferuje szeroki wybór gier kasynowych, w tym automaty, gry na żywo i sporty wirtualne, działając pod regulacjami, co czyni ją atrakcyjną opcją dla graczy w Polsce. Ten przewodnik ma na celu dostarczenie wyczerpującej wiedzy, pomagając zarówno początkującym, jak i doświadczonym użytkownikom w optymalizacji ich doświadczenia. Zaczynamy od listy kontrolnej przed rozpoczęciem, a następnie zagłębiamy się w kluczowe obszary, w tym obliczenia matematyczne, bezpieczeństwo i rozwiązywanie problemów, zapewniając kompleksowe pokrycie tematu.

Zanim zaczniesz: Lista kontrolna

Przed rejestracją na Spinoloco, upewnij się, że spełniasz te kryteria, aby uniknąć typowych pułapek:

  • Weryfikacja wieku: Musisz mieć co najmniej 18 lat, zgodnie z polskim prawem hazardowym.
  • Dokumenty tożsamości: Przygotuj ważny dowód osobisty lub paszport do procesu weryfikacji KYC (Know Your Customer).
  • Metody płatności: Sprawdź obsługiwane opcje, takie jak przelewy bankowe, karty kredytowe lub e-portfele, aby zapewnić płynne transakcje.
  • Połączenie internetowe: Upewnij się o stabilnym łączu, szczególnie do gier na żywo, które wymagają niskich opóźnień.
  • Zrozumienie regulaminu: Przeczytaj warunki bonusów i wypłat, aby uniknąć nieporozumień dotyczących obrotu lub limitów.

Rejestracja krok po kroku

Aby założyć konto na Spinoloco, postępuj zgodnie z tymi szczegółowymi krokami:

  1. Otwórz oficjalną stronę https://spinoloco.net.pl/ w przeglądarce internetowej.
  2. Kliknij przycisk "Zarejestruj się" w prawym górnym rogu, co przeniesie Cię do formularza rejestracyjnego.
  3. Wprowadź wymagane dane osobowe, takie jak imię, nazwisko, data urodzenia i adres e-mail. Upewnij się, że informacje są dokładne, aby ułatwić późniejszą weryfikację.
  4. Utwórz bezpieczne hasło, mieszające wielkie i małe litery, cyfry oraz znaki specjalne.
  5. Zaakceptuj regulamin i politykę prywatności, po czym potwierdź rejestrację poprzez link aktywacyjny wysłany na podany adres e-mail.
  6. Po zalogowaniu, uzupełnij profil, dodając dane kontaktowe i preferowane metody płatności, aby aktywować pełne funkcje konta.
Interfejs Spinoloco z grami kasynowymi
Wizualizacja platformy Spinoloco, pokazująca różnorodne gry i opcje zakładów.

Analiza matematyczna bonusów i strategii

Bonusy na Spinoloco często wiążą się z wymaganiami obrotu, które wpływają na realną wartość. Przeanalizujmy przykład obliczeniowy: Załóżmy, że otrzymujesz bonus powitalny 100% do 500 PLN z wymaganym obrotem 30x. Jeśli wpłacisz 200 PLN, otrzymasz dodatkowe 200 PLN, dając łączne saldo 400 PLN. Aby wypłacić wygrane, musisz obrócić 400 PLN × 30 = 12,000 PLN. Jeśli gramy w automaty o średnim RTP (Return to Player) 96%, oczekiwana strata podczas obrotu wynosi około 4% z 12,000 PLN, czyli 480 PLN. To oznacza, że realna wartość bonusu może być niższa po uwzględnieniu kosztów. Dla strategii, skup się na grach o niskiej wariancji, aby spełnić wymagania z mniejszym ryzykiem, lub wykorzystaj bonusy bez obrotu, jeśli dostępne. Pamiętaj, że matematyka hazardu zawsze faworyzuje kasyno w dłuższej perspektywie, więc graj odpowiedzialnie i ustalaj limity.

Specyfikacja Wartość Opis
Licencja Curacao eGaming Regulowana przez Curacao, zapewnia podstawowe standardy bezpieczeństwa.
RTP (średnie) 95-97% Zależy od gry; automaty często mają RTP w tym zakresie.
Minimalna wpłata 20 PLN Niska próg wejścia dla graczy.
Czas wypłaty 1-3 dni robocze Zależy od metody; e-portfele mogą być szybsze.
Obsługa klienta 24/7 via chat i e-mail Dostępna w języku polskim dla szybkiej pomocy.

Bankowość i bezpieczeństwo

Spinoloco oferuje różnorodne metody płatności, w tym Przelewy24, Blik, karty Visa/Mastercard i Skrill. Wszystkie transakcje są szyfrowane za pomocą protokołu SSL, co chroni dane finansowe przed atakami. Dla bezpieczeństwa, aktywuj uwierzytelnianie dwuskładnikowe (2FA), jeśli dostępne, i regularnie monitoruj historię konta pod kątem nieautoryzowanych działań. Kasyno stosuje również losowe audyty RNG (Random Number Generator) dla gier, zapewniając uczciwość wyników. W przypadku podejrzeń o oszustwa, skontaktuj się z obsługą klienta lub organami regulacyjnymi w Curacao.

Film demonstracyjny pokazujący proces gry i funkcje Spinoloco.

Rozwiązywanie problemów: Typowe scenariusze

Oto praktyczne rozwiązania dla częstych problemów na Spinoloco:

  • Problem z logowaniem: Sprawdź, czy wprowadzasz poprawne dane uwierzytelniające. Jeśli zapomniałeś hasła, użyj opcji "Zresetuj hasło" na stronie logowania. Jeśli problem persists, wyczyść cache przeglądarki lub spróbuj innej przeglądarki.
  • Opóźnienia w wypłatach: Upewnij się, że spełniłeś wymagania obrotu bonusowego i przesłałeś wymagane dokumenty do weryfikacji. Skontaktuj się z obsługą klienta, podając numer transakcji, aby śledzić status.
  • Błędy w grach: Odśwież stronę lub zrestartuj aplikację. Jeśli gra zawiesza się, sprawdź połączenie internetowe i aktualizacje przeglądarki. W razie potrzeby, zgłoś błąd do supportu z zrzutem ekranu.
  • Blokada konta: Może wynikać z podejrzeń o naruszenie regulaminu, np. wielokontowość. Skontaktuj się z obsługą, aby wyjaśnić sytuację i przedłożyć dowody zgodności.

Rozbudowane FAQ

1. Czy Spinoloco jest legalne w Polsce?
Tak, Spinoloco działa w oparciu o licencję Curacao, co jest akceptowalne w Polsce, pod warunkiem, że gracze mają co najmniej 18 lat i grają odpowiedzialnie.

2. Jakie są limity wypłat na Spinoloco?
Limity wypłat zależą od metody i statusu konta; typowo, minimalna wypłata to 50 PLN, a maksymalna może sięgać kilku tysięcy PLN miesięcznie. Szczegóły znajdziesz w regulaminie.

3. Czy mogę grać na Spinoloco przez aplikację mobilną?
Tak, Spinoloco oferuje responsywną wersję mobilną, dostępną przez przeglądarkę, ale dedykowana aplikacja może nie być dostępna; sprawdź oficjalną stronę na aktualności.

4. Jak działa weryfikacja KYC na Spinoloco?
Proces obejmuje przesłanie skanów dowodu osobistego i potwierdzenia adresu (np. rachunku) poprzez panel użytkownika. Weryfikacja trwa zwykle 24-48 godzin.

5. Czy bonusy na Spinoloco mają ukryte warunki?
Wszystkie warunki są podane w regulaminie bonusów; zwróć uwagę na wymagania obrotu, wyłączenia gier i terminy ważności, aby uniknąć niespodzianek.

6. Jakie gry oferują najwyższe RTP na Spinoloco?
Gry stołowe, jak blackjack lub ruletka, często mają wyższe RTP (np. 99% dla blackjacka) niż automaty; sprawdź informacje o grze przed rozpoczęciem.

7. Co zrobić, jeśli moja transakcja się nie powiodła?
Skontaktuj się z obsługą klienta, podając szczegóły transakcji; mogą to być problemy techniczne lub potrzeba dodatkowej autoryzacji bankowej.

8. Czy Spinoloco oferuje program lojalnościowy?
Tak, wiele kasyn online, w tym Spinoloco, ma programy VIP lub punkty lojalnościowe; szczegóły znajdziesz w sekcji "Promocje" po zalogowaniu.

9. Jak zabezpieczyć swoje konto na Spinoloco?
Używaj silnych haseł, aktywuj 2FA jeśli dostępne, unikaj logowania na publicznych sieciach Wi-Fi i regularnie aktualizuj dane kontaktowe.

10. Czy mogę zablokować swoje konto na Spinoloco w celach odpowiedzialnej gry?
Tak, większość kasyn, w tym Spinoloco, oferuje opcje samowykluczenia lub limitów depozytów w ustawieniach konta; skontaktuj się z supportem w razie potrzeby.

Podsumowując, Spinoloco to wszechstronna platforma iGaming z solidnymi opcjami dla graczy w Polsce. Kluczem do sukcesu jest zrozumienie matematyki bonusów, dbanie o bezpieczeństwo i wykorzystanie dostępnych narzędzi do rozwiązywania problemów. Pamiętaj, że hazard powinien być formą rozrywki, a nie źródłem dochodu – zawsze graj odpowiedzialnie i w granicach swoich możliwości. Ten przewodnik dostarcza niezbędnej wiedzy do optymalnego korzystania z Spinoloco, od rejestracji po zaawansowane strategie.

A casino Realz egy népszerű online kaszinó, amely számos izgalmas játékkal és promócióval várja a játékosokat. Ahhoz, hogy kiemelt élményben legyen része és élvezhesse a legjobb ajánlatokat, érdemes fiókot létrehoznia az oldalon. Ebben az útmutatóban részletesen bemutatjuk, hogyan regisztrálhat, milyen előnyökkel jár a tagság, és milyen lépéseket kell követnie a sikeres fiók létrehozásához.

Regisztráció Menetének Első Lépései

A fiók létrehozása a casino Realz oldalán gyors és egyszerű folyamat. Első lépésként kattintson a hivatalos weboldalra, majd keresse meg a „Regisztráció” gombot az oldal jobb felső sarkában. Miután rákattintott, megjelenik egy űrlap, amelynek kitöltésével megkezdheti a regisztrációt.

Minden mezőt pontosan töltsön ki, beleértve a nevét, születési dátumát, lakcímét és elérhetőségi adatait. Fontos, hogy valós adatokat adjon meg, mivel a későbbi azonosítás érdekében szükség lehet rájuk.

Az adatok megadása után a következő fontos lépés az e-mail cím megerősítése. A regisztráció során megadott e-mail címre érkező levélben található linken keresztül aktiválhatja fiókját.

Hogyan Működik a casino Realz Hitelesítési Folyamata?

A hitelesítési folyamat fontos részét képezi a biztonságos és korrekt játéknak. A casino Realz kaszinó KYC (Ismerd Meg Ügyfeled) politikát alkalmaz, amely biztosítja, hogy minden játékos azonosítva legyen. Ez növeli a felhasználók közötti bizalmat és megakadályozza a csalásokat.

Miután megadta az alapvető információkat, lehet, hogy fényképes igazolványt, lakcím igazolást vagy pénzügyi dokumentumot kell benyújtania. Ezek az iratok segítenek a személyazonosság hitelesítésében és a tranzakciók biztonságosságának biztosításában.

A hitelesítési folyamat általában gyorsan zajlik le, és a kaszinó ügyfélszolgálata készségesen segít, ha bármilyen kérdése merülne fel.

Bónuszok és Jutalmak a Regisztráció Után

Miután sikeresen regisztrált és aktiválta fiókját, számos bónusz és jutalom várja. Az új játékosok gyakran részesülnek üdvözlő bónuszban, amelynek célja, hogy növelje a kezdeti játékalaptőkét. Ezek közé tartozhatnak a befizetés nélküli bónuszok vagy az első befizetési bónuszok is.

Ezen túlmenően rengeteg promóció vár Önre a regisztráció után, amelyekkel lehetősége nyílik kipróbálni különféle játékokat, vagy további ingyenes pörgetéseket szerezhet.

Fontos, hogy olvassa el a promóciókkal kapcsolatos feltételeket, hogy tisztában legyen a fogadási követelményekkel és a bónuszok felhasználási módjával.

Az Első Befizetés és a Biztonságos Fizetési Módok

Miután fiókja aktívvá vált, és élvezte az első bónuszokat, készen áll arra, hogy feltöltse játékegyensúlyát. A casino Realz széleskörű fizetési lehetőségeket kínál, amelyek biztonságosak és felhasználóbarátok.

Az elérhető befizetési módok közé tartoznak a bankkártyák, e-pénztárcák, mint például a Skrill és Neteller, valamint egyéb alternatív fizetési módok. Minden tranzakció titkosítva van, így a személyes adatai védelmében maximális biztonságot élvezhet.

A fizetési folyamat során figyelje az esetleges tranzakciós díjakat vagy minimális befizetési összeget, hogy elkerülje a nem várt költségeket.

Fiókjának Karbantartása és Biztonsága

Fiókjának biztonsága elsődleges fontosságú. Elsősorban fontos, hogy egyedi és erős jelszót válasszon, amellyel megvédi fiókját az illetéktelen hozzáféréstől.

A casino Realz kétfaktoros hitelesítést is kínál, amely további védelmet nyújt az online támadásokkal szemben. Javasolt rendszeresen frissíteni a jelszavát és ellenőrizni a bejelentkezési tevékenységeket.

Bármilyen szokatlan tevékenység esetén azonnal lépjen kapcsolatba az ügyfélszolgálattal, amely azonnal segít a probléma megoldásában.

Gyakran Ismételt Kérdések

  • Mennyi ideig tart a regisztrációs folyamat?
    A regisztráció csak néhány percig tart, amíg meg nem erősíti a fiókját az e-mailen kapott linken keresztül.
  • Milyen dokumentumokra van szükség a hitelesítéshez?
    Fényképes igazolvány, lakcím igazolás és esetleg pénzügyi dokumentumok.
  • Milyen befizetési módok érhetők el?
    Bankkártyák, e-pénztárcák és más alternatív fizetési módok.
  • Kaphatok bónuszt a regisztrációkor?
    Igen, az új játékosok számára különféle üdvözlő bónuszok érhetők el.
  • Biztonságos a casino Realz?
    Igen, a kaszinó titkosítást és kétfaktoros hitelesítést kínál a felhasználók számára.
Szolgáltatás Leírás
KYC Hitelesítés Biztonságos játék és csalás elleni védelem biztosítása
Üdvözlő Bónusz Extra pénzeszközök és ingyenes pörgetések az első befizetéskor
Fizetési Módok Széles választék, beleértve a bankkártyákat és e-pénztárcákat

A casino Realz kaszinó számos vonzó ajánlatot és funkciót kínál, amelyek lehetővé teszik a játékosok számára, hogy biztonságosan és élvezetesen játszhassanak. A regisztráció gyorsan és egyszerűen megtehető, majd ezt követően a hitelesítési folyamat végén azonnal megkezdheti a játékmenetet. Használja ki a bónuszokat és promóciókat, és ne feledje, hogy a felelős játékmenet kulcsfontosságú. Ha bármilyen kérdése van a folyamatról, ne habozzon felkeresni az casino Realz ügyfélszolgálatát.

Fiók létrehozása

Unibet Experience

Online gaming has significantly transformed in recent years, providing a more immersive and interactive experience. Unibet, a significant player in the online gambling industry, has made its mark by creating a dynamic environment where both new and seasoned punters can enjoy their favorite games while benefiting from various promotions. From the Unibet login feature to the intuitive Unibet app, this article will guide you through the multitude of offerings that Unibet provides.

Understanding the Unibet Platform

Unibet stands out largely due to its user-friendly platform, offering an array of options from sports betting to casino games. The moment you perform your Unibet login, you are met with an interface that's not just pleasing to the eyes but also functionally rich. This design supports a seamless transition from one section to another, whether you're setting stakes on your favorite team or spinning the reels of exciting slot games.

The Convenience of the Unibet App

In today's fast-paced world, accessibility is key. The Unibet app brings the casino and sportsbook right into your palm. Available on both iOS and Android, the app mirrors the website’s features but adds the convenience of gaming on-the-go. Whether you're waiting in line or enjoying a coffee break, the Unibet app ensures you have the world of online gambling literally at your fingertips.

Maximizing Opportunities with Unibet Bonus Offers

One of the compelling attractions of Unibet is its broad array of bonuses designed to enhance user experience and engagement. New users often find enticing welcome bonuses that give them a head start in their gaming journey. On the other hand, returning users are not left out, as regular promotions and loyalty rewards keep their experience vibrant and rewarding.

Diverse Gaming Options at Unibet Casino

Beyond its sportsbook, Unibet casino boasts an impressive catalog that caters to a variety of preferences. Whether you are a fan of classic table games like poker and blackjack or inclined towards the thrill of video slots, Unibet casino offers a rich selection. The live casino option elevates the experience further, providing real-time interaction with professional dealers, making it feel as though you're sitting in a real-life casino.

Ensuring a Secure and Responsible Gaming Environment

At Unibet, security and responsible gaming are top priorities. The platform uses advanced encryption technologies to keep user data secure, allowing players to enjoy their gaming without concerns. Moreover, Unibet is committed to promoting responsible gambling, providing users with tools and resources to manage their gaming habits effectively.

In summary, the Unibet experience is crafted for both excitement and ease. With user-centric features like the Unibet login, mobile app convenience, a plethora of bonus offers, and a diverse gaming library, it stands as a robust choice for online gaming enthusiasts. Dive into the world of Unibet and discover an online gaming experience tailored to your preferences.